Czy „tylko sprawdzenie wiadomości” może być przestępstwem?
W internecie łatwo uwierzyć, że pewne rzeczy „nie mają znaczenia”. Ktoś zostawił otwarte konto, ktoś zna hasło, ktoś loguje się „tylko na chwilę”. Problem polega na tym, że prawo nie patrzy na takie sytuacje przez pryzmat intencji czy ciekawości.
Sąd Rejonowy w Siedlcach rozpoznał swego czasu sprawę, która dokładnie tego dotyczyła. Nie jest to nowy wyrok — zapadł w 2016 roku — ale jego treść pozostaje bardzo aktualna. Można się z nim zapoznać tutaj: https://orzeczenia.siedlce.sr.gov.pl/content/$N/153015150003506_VII_K_000224_2016_Uz_2016-07-26_001
Sprawa dotyczyła wielokrotnego uzyskiwania dostępu do cudzej poczty elektronicznej i konta na Facebooku, połączonego z przełamaniem zabezpieczenia i usuwaniem części danych. Brzmi jak coś poważnego — ale jednocześnie bardzo „życiowego”.
Gdzie kończy się ciekawość, a zaczyna przestępstwo?
Granica jest prostsza, niż się wydaje. Wyznacza ją art. 267 kodeksu karnego, który stanowi:
Kto bez uprawnienia uzyskuje dostęp do informacji dla niego nieprzeznaczonej, otwierając zamknięte pismo, podłączając się do sieci telekomunikacyjnej lub przełamując albo omijając elektroniczne, magnetyczne, informatyczne lub inne szczególne jej zabezpieczenie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
To przepis, który nie pozostawia dużego pola do interpretacji. Nie ma w nim znaczenia, czy ktoś działał z ciekawości, czy chciał coś wykorzystać. Kluczowe jest samo uzyskanie dostępu.
Z tej perspektywy wiele codziennych sytuacji zaczyna wyglądać inaczej. Bo nagle okazuje się, że nie chodzi o to, co zrobisz z informacją — tylko o to, że w ogóle do niej dotarłeś.
Co sąd uznał w tej sprawie?
W omawianym wyroku sąd nie miał wątpliwości, że doszło do nieuprawnionego dostępu do informacji oraz ingerencji w dane (ich usuwania). Innymi słowy — uznał, że zachowanie wypełnia znamiona przestępstwa.
Jednocześnie postępowanie zostało warunkowo umorzone. To moment, który łatwo źle zinterpretować. Warunkowe umorzenie nie oznacza, że „nic się nie stało”. Przeciwnie — oznacza, że sąd stwierdził popełnienie czynu, ale uznał, że w konkretnych okolicznościach nie ma potrzeby wymierzania kary.











