Choć Digital Services Act (DSA) oficjalnie obowiązuje w całej Unii Europejskiej, jego rzeczywiste wdrożenie wciąż pozostawia wiele do życzenia. Nowe regulacje miały zmienić zasady gry – zapewnić przejrzystość, ochronę użytkowników i większą odpowiedzialność platform. Ale dziś, ponad rok od ich wejścia w życie, coraz wyraźniej widać, że wielu gigantów technologicznych nadal nie przestrzega kluczowych zapisów rozporządzenia.
Najgłośniejszy przykład? Platforma X (dawny Twitter), należąca do Elona Muska. Komisja Europejska przygotowuje się do nałożenia na nią kary w wysokości około miliarda dolarów za naruszenia DSA. Śledztwo wykazało, że platforma nie przeciwdziała skutecznie dezinformacji, nie radzi sobie z nielegalnymi treściami, a system oznaczeń takich jak Community Notes nie spełnia wymogów skutecznej moderacji.
X zapowiada oczywiście walkę w sądzie. I trudno się dziwić – nie tylko z powodu wysokości kary, ale też dlatego, że to starcie będzie miało znaczenie symboliczne: kto naprawdę ustala reguły w cyfrowym świecie?
Ale X to tylko wierzchołek góry lodowej.
Również Meta – właściciel Facebooka i Instagrama – ma sporo do nadrobienia. W opisywanym przeze mnie przypadku odzyskanego firmowego fanpage’a House Technology, widać jak na dłoni, że użytkownik nie miał realnego dostępu do mechanizmu odwoławczego, mimo że taki obowiązek jasno wynika z DSA. Meta nie przedstawiła uzasadnienia blokady, nie umożliwiła złożenia skutecznego odwołania, a cały proces odzyskiwania strony trwał tygodniami. To nie jest zgodne z duchem, ani z literą prawa.
Co więcej – Polska do dziś nie przyjęła ustawy wdrażającej DSA na poziomie krajowym. Jak pisałem w artykule „Rok bez ustawy wdrażającej DSA w Polsce”, mimo że rozporządzenie unijne obowiązuje bezpośrednio, wciąż nie mamy aktów prawnych, które pozwalałyby skutecznie je egzekwować. Brakuje wyznaczonych organów, procedur, jasnych obowiązków dla platform – a to oznacza, że firmy mogą działać w praktyce tak, jakby żadnego DSA nie było.
Kto wygra to starcie?
Przed nami długa droga do faktycznego wdrożenia DSA – i to zarówno na poziomie krajowym, jak i unijnym. To droga, która pokaże, kto naprawdę ma władzę w internecie: czy Komisja Europejska, która poprzez wielomiliardowe kary chce wymusić przestrzeganie prawa, czy może jednak technologiczni giganci, którzy będą podważać każdą decyzję przed sądem, grając na czas i zasoby.
Jedno jest pewne – to nie jest już tylko kwestia technologii i regulacji. To walka o władzę nad cyfrową przestrzenią. A jej wynik będzie miał wpływ na każdego z nas – użytkowników, przedsiębiorców, twórców.
Czas pokaże, kto w tym siłowaniu wyjdzie zwycięsko.





{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }